Kolejne mieszkanie za mną, tym razem Ruczaj a dokładniej końcówka ulicy Grota Roweckiego, daleko od centrum ale za to jacy współlokatorowie, a raczej współlokatorki tak tak 2 przemiłe dziewczyny.
Jak wspomniałem mieszkanie jest na końcu ulicy Roweckiego nieopodal kampusu UJ czego mi dziewczyny nie powiedziały, na początku dostałem informacje znajduje się ono pod numerem 47/13 ale zagineła kartka, więc spacerkiem (heh z Kazimierza) podszedłem sobie pod numer 38 i postanowiłem zadzwonić, ku mojemu zdziwieniu okazało się że to jednak jest numer 1/31 hehe (2 km za daleko zaszedłem) , no ale nic szybki powrót i szukam numeru 1, widzę jedenaście i nic więcej pytam się starszej Pani ale nie wiedziała gdzie to jest, wykonuję kolejny telefon, jak się okazało mieszkanie jest na końcu w/w ulicy a dokładniej na ulicy przylegającej i to pod numerem 4/xx :) no ale nic nie zrażony pojechałem dzisiaj i tak mam kiepski dzień więc się nie przejmowałem.
W końcu zajechałem na daną ulicę ale te numerki były pokręcone myślę zapytam pierwsza kobieta kazała mi się wrócić na początek ulicy, druga natomiast wręcz przeciwnie, i bądź tu mądry jeśli sami mieszkańcy nie orientują się w terenie. Wykonałem ostatni telefon, Kasia (bo tak miała na imię dziewczyna z którą się rozmówiłem) postanowiła po mnie wyjść; szybko się spotkaliśmy i podążyliśmy w stronę mieszkania (po drodze niemal sama się nie zgubiła).
Pierwsze moje pytanie (a może stwierdzenie) było oczywiście na temat bezpieczeństwa, okazało się że są tu ludzie z plemienia czczącego adidasa i nike-a (dalej zwani dresami) którzy grasują po godzinie 22. Ja tam z chęcią o 22 mogę już sobie leżeć problem w tym że często wracam późno w nocy (czasami biegam) i jakoś nie mam ochoty na rozmowy na temat komórek i kasy zmieniających właścicieli. No ale idziemy do mieszkania.
Pierwsze wrażenie:
- Nie da się opisać 5 ładnych dziewczyn stojących w przedpokoju, olać dresów, olać odległość od centrum jestem w raju :D.
Niestety 3 Panie były tylko w odwiedzinach (a szkoda bo pomimo że blondynki były bardzo miłe), chwilkę sobie pogadaliśmy, pośmialiśmy się obejrzałem mieszkanko (małe ale przytulne), troszkę stare i rozsypujące się wyposażenie. Ogólnie można zamieszkać gdyby nie ta odległość. Jak ktoś oglądał Piratów z Karaibów: na krańcu świata, wie o co chodzi. Sam Jack Sparrow pewnie by się tam nie zapuszczał.
Mam dać Kasi znać jutro do 20 ale raczej zrezygnuję :/ gdyby było ciut bliże, może na początku Grota.
Do trzech razy sztuka? zobaczymy jutro kolejne oglądanie :D